Centra krwiodawstwa


aaa

Przyjaciele Krewniaków


Partnerzy/Patroni


Polecamy


Szukaj

Podaj frazę do wyszukania.


Newsletter

Chcesz otrzymywać informacje o HK i KREWNIAKACH. Zapisz się.


aac

Informacje

Poniedziałek 20 sierpnia 2007r.

Rekordzistka w ratowaniu życia

Rekordzistka w ratowaniu życia. Oddała krew, bo musiała. Potrzebował tego jej malutki synek. Był rok 1972. Później transfuzję miała córka. Wtedy też to ona ofiarowała krew. Postanowiła robić to dalej, l tak przez ponad 30 lat Jadwiga Klepacka oddała ponad 65 litrów krwi! To rekord wśród kobiet z naszego województwa.

„Zaczęłam oddawać krew z obowiązku” - przyznaje Jadwiga Klepacka. „Później już tak weszło, jak to się mówi, w krew”. Pamięta dobrze, kiedy pierwszy raz przekazała swoją krew. „To było na przełomie lutego i marca 1972 roku. Syn był malutki. Urodził się pod koniec stycznia. Zachorował, miał schorzenia dziecięce. Jednocześnie różyczkę, zapalenie płuc, ospę wietrzną i zapalenie ucha środkowego. Trzeba było oddać krew, bo syn ją dostawał. No i ile dostał, tyle trzeba było oddać” - tłumaczy rekordzistka. Później kłopoty ze zdrowiem miała córka pani Jadwigi. „Miała alergię. Poważną, aż nie mogła jeść. Lekarz zapytał, czy zgodzę się na to, by spróbować przetoczyć córce krew. To miało jej pomóc”.

Zgodziła się. Oczywiście krew córce oddała ona. I później już poszło. „Doszłam do wniosku, że skoro mogę to robić, to będę krwiodawcą. Bo kiedy mi była potrzebna krew, nie było komu oddać, musiałam sama to zrobić. Pomyślałam, że moja krew jeszcze komuś się przyda. Tak zaczęłam. I robię to do dzisiaj. To jest przyjemne” - zapewnia pani Jadwiga.

Co ciekawe, Jadwiga Klepacka panicznie boi się... igły. „Za każdym razem, kiedy mnie kłują, robi mi się ciemno w oczach” - przyznaje. Kiedyś wybrała się, by oddać krew w sobotę. Okazało się, że w tym dniu robiona jest tylko morfologia. Pobierano wtedy krew z palca. „Zrezygnowałam, nie dałam się ukłuć. Tak się boję” - nie kryje swoich lęków. Ale ten strach nie przeszkadza jej w honorowym oddawaniu krwi. Tam bez problemu pani Jadwiga pozwala wbijać sobie igłę w żyły. „To jest tylko chwilowe ukłucie” - tłumaczy.

Chociaż kiedy zaczynała, igły służące do pobierania krwi mogły budzić lęk. „Kiedyś igły gotowano. Były one szare jak gwoździe, grube. Aż rwało, kiedy były wbite. Takie były czasy” - wspomina. „Ale teraz jest inaczej. Igły są cieniutkie. Nie ma się czego bać. To nie boli. No, tyle tylko, co lekkie ukłucie. Czasami jak owad jakiś ukąsi, bardziej boli” – zapewnia. A i warunki, w jakich oddawało się krew, też kiedyś były inne. „W stacji krwiodawstwa łóżek było mało. A ja lubiłam być pierwsza. Więc szłam wcześnie. Potrafiłam o godzinie wpół do szóstej stać przed stacją, żeby być przed wszystkimi” - wspomina z uśmiechem. „Za pieniądze nie potrafię. Ale najgorzej było, jak przychodzili dawcy płatni. Nawet dochodziło wtedy do rękoczynów. Ci, którzy oddawali krew za pieniądze, nie patrzyli na honorowych krwiodawców życzliwym okiem. Bo skoro byli chętni do darmowej ofiary, od płatnych po prostu nie brano Krwi”.

Pani Jadwiga dwa razy dała się nawet namówić do oddania krwi za pieniądze. „Ale nie mogłam tego robić. Po prostu, nie mogłam. Czułam się jak złodziej. Miałam wrażenie, że każdy na mnie patrzy, że siebie sprzedaję. Powiedziałam: więcej nie pójdę na płatne oddawanie krwi” - mówi. Zdecydowanie wybrała honorowe krwiodawstwo.

Jadwiga Klepacka krew oddaje już tyle lat, nigdy nie zemdlała po pobieraniu. Nie czuła się źle. „Choć mnóstwo mężczyzn traciło przytomność. Nie wiem, dlaczego” - zastanawia się.
„A ja czuję się dobrze. Potrafiłam nawet po pobraniu wrócić i tapetować” - śmieje się.
Mało tego. Jadwiga Klepacka zapewnia, że oddawanie krwi wychodzi jej na zdrowie. Lepiej się czuje. „Zachęcam wszystkich, żeby to robili. Na pewno nie zaszkodzi, a wręcz przeciwnie, zdrowie jest o wiele lepsze” - podkreśla.

Zresztą pani Jadwiga do krwiodawstwa namawia, kogo tylko się da. „Rodzinę, sąsiadów. Kiedy pracowałam na uczelni, zachęcałam studentów” - wylicza. I udało jej się niektórych zwerbować. Ot, chociażby członków rodziny. „Kto mógł z rodziny, to oddawał” - mówi. Krwiodawcą była młodsza córka i mąż Jadwigi Klepackiej. Niestety, z przyczyn zdrowotnych obydwoje zostali zdyskwalifikowani. „To teraz wnuki namawiam” -śmieje się. „Jednak krzyczą, że nie będą. Ale na razie są za małe, aby zostać krwiodawcami. Mają od pięciu do 14 lat. A krew oddawać mogą osoby od 18. roku życia. Więc jeszcze nic straconego”. Nie trzeba się bać Pani Jadwiga obala też mity o oddawaniu krwi. „To nieprawda, że człowiek się od tego uzależnia i nie może przestać. Ja jestem tego przykładem” -zapewnia. Bo w ciągu tych trzydziestu kilku lat miewała przerwy w krwiodawstwie. Na czas ciąż czy chociażby ostatnio.
„W ubiegłym roku oddałam krew na początku maja. Później robiłam gastroskopię i dlatego przez pół roku nie mogłam tego robić i musiałam odczekać. Oddalam krew dopiero w maju tego roku. I nic mi się nie stało” - mówi.

Podkreśla też, że na pewno oddając krew, nie można się niczym zarazić. „Nie ma się czego bać” - zachęca do krwiodawstwa pani Jadwiga. „Krew badana jest bardzo dokładnie. A poza tym w centrum krwiodawstwa atmosfera jest bardzo miła” nie przestaje namawiać.

Za rekordową ilość oddanej krwi pani Jadwiga dostała w ubiegłym roku wyróżnienie i puchar od wojewody. „Mam brązowy i srebrny krzyż zasługi” - wylicza. Kiedyś też krwiodawcy mieli różne przywileje. Teraz nie zostało z tego prawie nic. „Ale nie robi się tego dla przywilejów” - zaznacza. ”Czekolady, które się dostaje też w obecnych czasach nie robią wrażenia. „Kiedyś, kiedy w sklepach ich nie było, dzieci czekały, aż pójdę oddać krew” - wspomina pani Jadwiga. „Teraz biorę czekolady dla wnuków. Proszę o dwie z bakaliami, dwie gorzkie, jedną mleczną i dwie z orzechami. Bo takie wnuki lubią. A ja nigdy nie przepadałam za słodyczami”. Nawet po oddaniu krwi pani Jadwiga nie sięga po czekoladę. „ Wolę tatara. Surowe mięso ma dużo żelaza. Lubię po pobraniu zjeść tak 20 deko tatara bez chleba, bez żadnych dodatków. Zresztą, przed oddaniem też jest dobrze zjeść tę potrawę” - podaje swoją receptę na wzmocnienie. „Polecam też wątróbkę. Również ma dużo żelaza”.

Pani Jadwiga wie na pewno, że krew będzie oddawać tak długo, jak będzie mogła. Niestety, można to robić tylko do 65. roku życia. „Nawet jak będę miała więcej lat, zdrowie mi pozwoli i w centrum krwiodawstwa nie będą mieli nic przeciwko temu, to będę dalej oddawała krew. Nie po to, żeby komuś ją później podawano, ale przecież jest ona też przetwarzana na leki, preparaty” - mówi. Bo przez tyle lat już się przyzwyczaiła do oddawania krwi. Jeśli już nie będzie mogła tego robić, bardzo jej będzie brakować krwiodawstwa. „Teraz to nawet mi się chce chodzić i oddawać krew. Kiedy mam przerwę, to mnie już ciągnie. Jak pomyślę, że już niedługo nie będę mogła być krwiodawcą, to zastanawiam się, co będę robić. Poczuję, że już człowiek jest niepotrzebny. Teraz wiem, że ktoś mnie potrzebuje” - mówi z nutką smutku w głosie. „No, najwyżej będę chodziła do centrum krwiodawstwa porozmawiać. Może się przyzwyczaję” -dodaje.

Bardzo chciałaby oddać równo 70 litrów krwi. Ma jeszcze czas. „Uda się, nazbieram” - śmieje się.

Kurier Poranny Magazyn, 17.08.07


Monitoring prasy zapewnia INSTYTUT MONITOROWANIA MEDIÓW.


RCKiK


Krewniacy polecają



Zamknij

Skomentuj artykuł


Podaj kod z obrazka (5 znaków)
Zamknij

Napisz do nas



Podaj kod z obrazka (5 znaków) (Podaj kod)

* oznaczono pola wymagane
Katarzyna Velinov, krewniacy, Marcin Velinov

Krewniacy - Europejska Fundacja Honorowego Dawcy Krwi 
adres do korespodencji : Domaniewska 35A lok 41, 02-672 Warszawa, Tel. 602 33 11 33
© 2012 KEFHDK. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Światowa Fundacja Promocji Krwiodawstwa - Krew dla Życia
ul. Mokotowska 58/10, 00-543 Warszawa, Tel./fax 22 620 51 52
© 2011 SFPKKZ. Wszelkie prawa zastrzeżone.