Centra krwiodawstwa


aaa

Przyjaciele Krewniaków


Partnerzy/Patroni


Polecamy


Szukaj

Podaj frazę do wyszukania.


Newsletter

Chcesz otrzymywać informacje o HK i KREWNIAKACH. Zapisz się.


aac

Informacje

Środa 10 pażdziernika 2007r.

Niesamowici ludzie, dawcy


Rodzicom pewnego młodego człowieka, który uległ wypadkowi samochodowemu, zadano w szpitalu pytanie, na które zareagowali ogromnym oburzeniem. Chodziło o możliwość wykorzystania do transplantacji zdrowych organów ich dziecka. Lekarze usłyszeli od zrozpaczonej matki: „Dajcie mu spokój, nie zakłócajcie jego wiecznego snu"...

Zdarza się, że po zatrzymaniu funkcji mózgu, czyli faktycznej śmierci, funkcje narządów wewnętrznych serca, wątroby, nerek podtrzymywane są sztucznie. Dla bliskich osoby zmarłej podpisanie zgody na pobranie organów w takim momencie jest trudną decyzją. Nie zabieraj swych narządów do nieba, tam wiedza, że potrzebne są na ziemi! - Wydaje nam się, że skoro serce bije, to może jeszcze jakaś operacja, może jednak da się coś zrobić... A podpisanie zgody na pobranie organów to śmierć „namacalna", pogrzeb i koniec nadziei.

„Trzeba przełamywać takie myślenie” - stwierdza Diana Bucka, mieszkanka Siennej, w parafii w Leśnej, studentka drugiego roku filologii angielskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Diana nosi na lewym nadgarstku pomarańczową bransoletkę. Niby nic w tym szczególnego, bo przecież ostatnio taka kolorowa biżuteria stała się - za sprawą różnych akcji i kampanii - modna, jednak nie najnowsze trendy skłoniły Dianę do założenia bransoletki, na której widnieje szczególne zdanie, słowa przekraczające granicę śmierci: „NIE ZABIERAJ SWYCH NARZĄDÓW DO NIEBA, TAM WIEDZĄ, ŻE POTRZEBNE SĄ NA ZIEMI".

Dla proboszcza z jej parafii ta sprawa nie jest tematem tabu. W rozmowach z młodymi ludźmi często porusza kwestię transplantacji narządów. Propaguje akcję świadomego podpisywania zobowiązania - dokumentu, który w razie śmierci jego właściciela pozwala na pobranie jego narządów.

Zjawisko takie powinno być powszechne - uważa Diana, która podpisała takie zobowiązanie trzy lata temu.

Szymon Kuźlik z Leśnej również dysponuje taką pisemną deklaracją. Zachęcanie do podążania jego drogą uważa za zbędne: „Nie sądzę, że należy kogoś zachęcać” - mówi. „Jedynie umożliwiać dostęp do informacji o transplantologii oraz, co najważniejsze, do oświadczeń woli”.

Diana myśli podobnie: „Znajomi, kiedy dowiedzieli się, pod jakim zobowiązaniem złożyłam podpis, patrzyli na mnie z podziwem, mówili, że zrobiłam coś, na co oni by się nie zdobyli. Ale przecież mnie to tak naprawdę niewiele kosztowało, właściwie nic... Myślę, że główny powód takiej reakcji ludzi to niewiedza. I Nieświadomość, że w każdej chwili można coś takiego zrobić”.

Zobowiązanie woli, czyli zgodę na pobranie narządów po śmierci, Diana podpisała, gdy ukończyła 18 lat. Wcześniej zabrała deklarację do domu, by przemyśleć swoją decyzję. Po dłuższych rozmyślaniach o sprawach życia śmierci postanowiła podpisać zobowiązanie. Uznała, że w ten dziwny dla wielu jej znajomych sposób może komuś - tak konkretnie - pomóc, uratować życie. Od tamtej pory nigdzie nie rusza się bez kartki wielkości dowodu osobistego - zgody na pobranie organów po śmierci.

Jeden ze znajomych Szymona, kiedy dowiedział się o jego decyzji, stwierdził, że noszenie takiego dokumentu ciągle przy sobie jest totalnie dołujące, jakby miało się włączone w komórce przypomnienie o śmierci. Szymon absolutnie się z tym nie zgadza. Nosząc taką kartkę, nie czuje, by przez to więcej i częściej myślał o śmierci: „Owszem, zawsze istnieją pewne wątpliwości” - przyznaje. „Jestem młody i zdrowy, jak każdy maturzysta, mam wiele planów i nadziei. Przeraża mnie myśl o śmierci, zwłaszcza przedwczesnej, ale świadomość zbędności organów po śmierci też jest przerażająca. Może nawet Bardziej”.

W Krakowie, gdzie studiuje, Diana pomaga w domu pomocy społecznej niepełnosprawnym w prostych czynnościach, wyprowadza ich na spacer. Myśl, że może być komuś pomocna, dodaje jej skrzydeł. A świadomość, że i po przekroczeniu granicy życia może jeszcze pomóc, napawa ją spokojem i dumą.

Dawca szpiku - to duża odpowiedzialność

Jeśli ktoś wyraża chęć zostania dawcą szpiku, to po złożeniu deklaracji, wypełnieniu ankiety i oddaniu krwi do badań zostaje wpisany do banku potencjalnych dawców szpiku kostnego. Czasami dawcą można zostać bardzo szybko, a czasami czekać latami. Nazwiska Oli ze Szczecinka i Pawła, studenta ekonomii z Ostrowca Świętokrzyskiego, widnieją w banku potencjalnych dawców szpiku kostnego. Paweł uważa, że decyzja o gotowości zostania dawcą winna być bardzo dobrze przemyślana: „To duża odpowiedzialność. Gdy zadzwonią do ciebie, że twój szpik jest potrzebny, zawsze możesz odmówić. Tu nie ma przymusu. Można zrezygnować, ale ta rezygnacja to trochę tak, jak skazanie kogoś na śmierć”.

Potencjalnego dawcę rzeczywiście znaleźć nie jest łatwo. Wielu potrzebujących nie dostaje takiej szansy. Tak było w przypadku chłopaka, ucznia liceum, do którego chodziła Ola. Dwa tygodnie po jego śmierci dziewczyna uczestniczyła w spotkaniu z jego ojcem, który uświadomił jej, jak ważne jest szybkie znalezienie Dawcy

„Wszyscy chcieliśmy wtedy pomagać” - opowiada Ola. Ten impuls z powodu zbyt wczesnej śmierci był powodem jej przystąpienia do banku potencjalnych dawców. Zrobiła to w klasie maturalnej. O tym, że jest biorca, który czeka na jej szpik, dowiedziała się, będąc na kursie przygotowawczym na studia.

„Zadzwonili do mnie ludzie z banku Fundacji Szpiku przeciwko Leukemii i zapytali, czy podtrzymuję chęć zostania dawcą. Pamiętam do dzisiaj zdziwienie tym pytaniem. Byłam zaskoczona i szczęśliwa, przecież nie każdy ma taką szansę. Natychmiast chciałam zgłaszać się do jakiegoś punktu i oddać szpik. Okazało się, że to wszystko nie tak szybko... Upłynął miesiąc, zanim Ola mogła oddać szpik. Przeszła serie koniecznych badań, miała pobraną krew do autotransfuzji (po zabiegu pobrania szpiku dostaje się własną pobraną wcześniej krew - jej uzupełnienie jest konieczne).

„Trafiłam do kliniki dzień przed zabiegiem, szpik pobrano mi pod narkozą, z talerza biodrowego. Nie czułam bólu ani w trakcie, ani po operacji. Dzień po pobraniu wyszłam ze szpitala i wróciłam do domu .Regeneracja szpiku zajmuje dwa tygodnie. Poza drobnymi kropkami po wkłuciach, nie mam żadnych śladów pobierania szpiku. Nie ma też żadnych skutków ubocznych. Fizycznie się tego nie odczuwa, za to psychicznie na pewno. Jak dowiadujesz się, że zostaniesz dawcą, nie ma strachu. Nie ma wahania, jest silna potrzeba pomocy...”

Paweł wie, że te wszystkie badania poprzedzające pobranie mają sens, bo zmierzają do bezpośredniego ratowania komuś życia. Ola nie poznała osoby, której oddała szpik, „To byłoby... krępujące” - twierdzi. Wystarczy jej świadomość, że ta osoba żyje. Paweł z kolei chciałby porozmawiać z obdarowanymi osobami. Myśli o nich, zastanawia się, czy poprawił się ich stan zdrowia, jak się czują, czy nie było nawrotu choroby. Czuje z nimi szczególną więź.

Cogito, 30.09.07


Monitoring prasy zapewnia INSTYTUT MONITOROWANIA MEDIÓW.


RCKiK


Krewniacy polecają



Zamknij

Skomentuj artykuł


Podaj kod z obrazka (5 znaków)
Zamknij

Napisz do nas



Podaj kod z obrazka (5 znaków) (Podaj kod)

* oznaczono pola wymagane
Katarzyna Velinov, krewniacy, Marcin Velinov

Krewniacy - Europejska Fundacja Honorowego Dawcy Krwi 
adres do korespodencji : Domaniewska 35A lok 41, 02-672 Warszawa, Tel. 602 33 11 33
© 2012 KEFHDK. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Światowa Fundacja Promocji Krwiodawstwa - Krew dla Życia
ul. Mokotowska 58/10, 00-543 Warszawa, Tel./fax 22 620 51 52
© 2011 SFPKKZ. Wszelkie prawa zastrzeżone.