Centra krwiodawstwa


aaa

Przyjaciele Krewniaków


Partnerzy/Patroni


Polecamy


Szukaj

Podaj frazę do wyszukania.


Newsletter

Chcesz otrzymywać informacje o HK i KREWNIAKACH. Zapisz się.


aac

Informacje

Piątek 25 stycznia 2008r.

Krwiodawca na Wyspach

Nad Wisłą po oddaniu krwi dostaje się zazwyczaj osiem czekolad, bilet do kina albo na mecz Przysługuje też dzień wolny od pracy. W Anglii krwiodawców traktuje się inaczej.

W Polsce krew oddawałem co dwa miesiące, nie musiałem się wcześniej umawiać. Często prosto z ulicy wchodziłem do centrum krwiodawstwa, czy stojącego na ulicy krwiobusu. Wypełnienie kwestionariusza, pobranie próbki krwi do analizy, badanie przez lekarza, wreszcie sam zabieg, trwały nie więcej niż godzinę. Wystarczyło, że byłem zdrowy i miałem ze sobą dowód osobisty. Na pożegnanie dostawałem czekolady oraz bilet na mecz. Mogłem przychodzić co dwa miesiące.

W dotarciu do najbliższego centrum krwiodawstwa w Londynie miała mi pomóc strona www.blood.co.uk. Najpierw rejestracja online i oczekiwanie. Po trzech dniach National Blood Service przysłał list z numerem ID, który służy do wszelkich kontaktów z dawcami. W liście sugerowano, by zarezerwować umówiony termin online albo zadzwonić pod wskazany numer.

Tooting Donor Centre przy St. Georges Hospital. W recepcji wita mnie Magaret. Słysząc, że chcę oddać krew, prosi o numer ID i wstukuje go do komputera. „Nie zabukowałeś wizyty” - marszczy brwi. „Ale chciałbym oddać krew, mogę?” Recepcjonistka sprawdza coś w komputerze. „Nie ma dzisiaj dużo ludzi, zapraszam, krew jest zawsze potrzebna” - mówi z uśmiechem.

Wyjmuję paszport, ale Magaret prosi tylko o nazwisko, datę urodzenia, adres i numer telefonu. Dostaję segregator z informacjami dla krwiodawców oraz kwestionariusz dla krwiodawców. Jest podzielony na cztery bloki: A - styl życia, B - stan zdrowia, C - nne ryzyka, D - historię podróży.

Pierwsza część jest najbardziej intymna, może nawet szokować. Dotyczy nie tylko nas, ale naszych partnerów. Mamy bowiem odpowiedzieć, czy w ciągu 12 miesięcy uprawialiśmy seks za pieniądze albo braliśmy narkotyki, czy jesteśmy zarażeni HIV lub mamy zapalenie wątroby. Musimy także przyznać się, czy mieliśmy kontakty seksualne z kimś, kto brał narkotyki, ma HIV, żółtaczkę czy też uprawiał seks bez zabezpieczenia.

Panowie są „wyróżnieni”, gdyż muszą dodatkowo określić, czy w ciągu 12 miesięcy uprawiali seks analny lub oralny bez zabezpieczenia z innym mężczyzną.

W części B pytają nas o to, czy próbowaliśmy akupunktury, przekłuwaliśmy sobie skórę i robiliśmy tatuaże. Musimy także zdradzić, czy przechodziliśmy operacje i czy w ciągu ostatniego tygodnia braliśmy leki albo byliśmy u stomatologa. W części C są pytania o infekcje i czy choruje ktoś z naszego otoczenia. Dyskwalifikują nas szczepienia, jeżeli mieliśmy je w ciągu ostatnich 4 tygodni. Nie unikniemy też pytania o CJD (choroba Creutzfeldta Jacoba). Część D prześwietla historię naszych podróży. NBS chce wiedzieć np. czy w ciągu 12 miesięcy opuszczaliśmy Wielką Brytanię i czy przechodziliśmy malarię. Ostatnie pytanie dotyczy podróżowania po Ameryce Środkowej i Południowej.

Przebrnąłem. Pielęgniarka, bierze ode mnie kwestionariusz i prowadzi do niewielkiego gabinetu. Tam słyszę wszystkie pytania od nowa. Na większość ponownie odpowiadam "nie". Chce jeszcze szczegółowo wiedzieć, gdzie podróżowałem w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Następnie zabiera się do pobrania próbki krwi ze wskazującego palca w celu sprawdzenia poziomu hemoglobiny. Niewielką kropelkę wrzuca do fiolki z tajemniczym roztworem. „To CuSO4, siarczan miedzi” - tłumaczy pielęgniarka. Kropla opada na dno. „Jest ok.” - stwierdza. „Możesz oddać krew. Jeszcze tylko ostatnie pytanie o rasę”. „Biała, Europejska” - odpowiadam. To wszystko. Gdzie mierzenie ciśnienia, temperatury, osłuchiwanie stetoskopem? Cóż, co kraj, to obyczaj.

Następnie pielęgniarka prowadzi mnie na salę, gdzie jest dziesięć łóżek, siedem zajętych jest przez dawców, którzy podczas zabiegu czytają gazety albo oglądają telewizję. Na ścianie wiszą bowiem trzy telewizory. Niestety mnie trafia się łóżko z widokiem na okno, przez które widzę część szpitala i spacerujących ludzi.

Kiedy pielęgniarka przygotowuje igły do zabiegu, zagaduję sąsiada - „Jak długo oddajesz krew?”. „Już dwadzieścia lat” - z dumą odpowiada Anglik w średnim wieku. „Moja krew może uratować czyjeś życie, zresztą nie zastanawiałem się nigdy głębiej nad tym, oddaję i już”.

Pielęgniarka nie może znaleźć żyły w moim przedramieniu, woła do pomocy koleżankę. Ta każe mi zacisnąć pięść i instruuje, by wbić igłę pod odpowiednim kątem. Pielęgniarka w końcu trafia i dodaje oczywiście „Are you ok? Pewnie, mam się dobrze, postaram się nie zemdleć. Asystentka siada przy moim łóżku i kontroluje czy oddawanie krwi przebiega bez zakłóceń. Krew spływa rureczką do plastikowego zbiornika w kołyszącej się na boki kuwecie.

„Ze wszystkich grup emigrantów najczęściej obsługuję Polaków” - zdradza „moja” pielęgniarka. „Jest was tak dużo, że chyba nie może być inaczej. Najczęściej przychodzą kobiety. Możecie oddawać u nas w centrum na Tooting albo w specjalnych wozach, które jeżdżą po całym Londynie. Daty sprawdzisz w Internecie”.

Kuweta zaczyna pikać. Pielęgniarka wyjmuje igłę i zalepia miejsce gdzie wbiła igłę. „Ile to wszystko trwało?” - pytam zdziwiony. „Pięć minut, to dobry czas” – odpowiada pielęgniarka i idzie zanieść krew do magazynku. Chcę wstać, ale inna asystentka nie pozwala. „Musisz trochę poleżeć” - mówi.

Dziękujemy za oddanie krwi - czytam w informatorze. Jeżeli oddałeś krew i w ciągu 2 tygodni poczujesz się źle, poinformuj nas o tym.

Dowiaduję się też, jak zachować się w przypadku bólu głowy, osłabienia, czy krwawienia z miejsca ukłucia w przedramieniu. Mam dużo pić (ale nie alkoholu), nie mogę dźwigać ciężkich przedmiotów.

Cały pobyt w centrum na Tooting trwał trzy kwadranse. W Polsce mógłbym oddać krew już za 2 miesiące. Tutaj zapraszają mnie dopiero za 16 tygodni.

NBS nie prowadzi statystyk odnośnie liczy Polaków oddających krew na Wyspach. Dawcy w Wielkiej Brytanii nie mają też co liczyć na dzień wolny od pracy. Tym ostatnim nie przejmują się Polacy ze Szkocji, którzy założyli nawet serwis internetowy www.szkocja24.com/krew.

„Naszym celem jest zachęcenie Polaków, by przyłączyli się do oddawania krwi” - apeluje na stronie Paweł Głowacki. „To najprostszy sposób, aby pomóc innemu człowiekowi. W niektórych przypadkach oznacza to nawet uratowanie życia”.

Tomek z Legnicy oddaje krew z innego powodu. „Od przyjazdu do Londynu nie byłem u lekarza. Wiem, że za każdym razem krew jest badana i gdy będę chory, to dadzą mi znać” - tłumaczy.

”Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak bardzo ważne jest oddawanie krwi” - dodaje Tisa Żawrocka, prezes fundacji pomagającej dzieciom chorującym na białaczkę. „Do wielu osób dociera to, kiedy zachorują oni sami albo ich bliscy. Krew ratuje życie. To chyba najcenniejszy dar”.

Onet.pl, 24.01.2008


Monitoring mediów zapewnia PRESS SERVICE


Komentuj Wszystkie komentarze
(0)

RCKiK


Krewniacy polecają



Zamknij

Skomentuj artykuł


Podaj kod z obrazka (5 znaków)
Zamknij

Napisz do nas



Podaj kod z obrazka (5 znaków) (Podaj kod)

* oznaczono pola wymagane
Katarzyna Velinov, krewniacy, Marcin Velinov

Krewniacy - Europejska Fundacja Honorowego Dawcy Krwi 
adres do korespodencji : Domaniewska 35A lok 41, 02-672 Warszawa, Tel. 602 33 11 33
© 2012 KEFHDK. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Światowa Fundacja Promocji Krwiodawstwa - Krew dla Życia
ul. Mokotowska 58/10, 00-543 Warszawa, Tel./fax 22 620 51 52
© 2011 SFPKKZ. Wszelkie prawa zastrzeżone.